„Miałeś chamie złoty róg…” - o pomysłach minister Hall
17 stycznia 2009, 16:33 Komentarzy: 1 |
Ocena: 4.20 (5 głosów)
Autor: Emine
W nowym roku wypada zrobic parę podsumowań. Na początek nekrolog: w 2008 r. świat polskiej literatury pogrążył się w żałobie. Odeszli (z kanonu lektur obowiązkowych) Stefan Żeromski i Bruno Schultz. Pochowaliśmy też (głęboko w szafie i zamknęliśmy na klucz, oczywiście maturalny) Marię Konopnicką i Władysława Reymonta. Pożegnaliśmy także Zygmunta Krasińskiego, Zofię Nałkowską, a nawet Juliusza Słowackiego, który według Witolda Gombrowicza „wielkim poetą był”.

źródło: http://g.infor.pl
Ale o tym uczniowie także się już nie dowiedzą, bo „Ferdydurke”, skąd pochodzi słynny cytat, ma być przerabiana tylko we fragmentach. Sprawcą seryjnego mordu na najwybitniejszych polskich pisarzach jest…minister edukacji, Katarzyna Hall, pomysłodawczyni nowej listy lektur MEN.
„Ta to musiała w liceum nienawidzić polskiego!” myśli sobie większość ludzi, patrząc na nową, mocno okrojoną listę lektur obowiązkowych. Rzeczywiście, pani Hall kończyła matematykę, ale nic nie usprawiedliwia zbrodni dokonanej właśnie na edukacji literackiej w polskich szkołach. W całości będzie teraz trzeba czytać zaledwie trzy sztuki, zamiast jakiś trzydziestu. Reszta będzie obowiązywać tylko we fragmentach. Tutaj nasuwa się oczywisty wniosek: podobnie jak nie można być „po części w ciąży”, tak nie można „po części” czytać ze zrozumieniem książek!
Nowa lista lektur jest jedynie jednym z symptomów fatalnej zarazy, jaka toczy już od ładnych paru lat nasz system edukacyjny. Zarazy gorszej od tytułowej „Dżumy” z powieści Camusa, który również poszedł w odstawkę.
W 2001 r. rząd AWS - UW przeprowadził na młodzieży ryzykowny eksperyment w postaci reformy systemu oświaty. Efektem planu szalonych naukowców było gimnazjum, trzyletnie liceum, nowa matura oraz…totalny mentlik w głowach uczniów. Sprawcy zbiegli oczywiście z miejsca wydarzeń, pozostawiając cały bałagan swoim następcom. Ci bezskutecznie walczą z postępującą odpornością na wiedzę młodzieży, lecz zamiast zastosować gruntowną terapię: uporządkować programy, wprowadzić jednolite standardy egzaminacyjne i nie zmieniać ich już później z prędkością światła oraz przywrócić 4-letnie liceum, dające porządne wykształcenie ogólnokształcące, a nie 2,5-letni kurs maturalny, prowadzą już tylko leczenie objawowe. Obniżają coraz bardziej standardy i odbierają uczniom zdolność samodzielnego myślenia poprzez narzucanie sztampowego, schematycznego klucza odpowiedzi.
Oczywiście dało się przewidzieć już parę lat temu, że po upchnięciu rozpisanego na cztery lata programu z języka polskiego do niecałych trzech lat, lista lektur będzie w tym krótkim czasie dla przeciętnego licealisty nie do opanowania. Jednak fakt, że „większość i tak nie czyta” nie jest powodem do rezygnacji z kluczowych dla rozwoju erudycji i świadomości narodowej dzieł literackich. Równie dobrze można by znieść obowiązek szkolny w ogóle. Przecież uczniowie i tak wagarują! Problem nie leży w tym, że lektur jest za dużo (przeczytałam wszystkie z wyjątkiem – przyznaję się bez bicia- II tomu „Potopu” i żyję), ani w tym, że obecne pokolenie jest głupsze od poprzedniego.
Problem polega na tym, że jak nigdy dotąd, międzypartyjne gry polityczne przeniosły się z ministerstwa spraw wewnętrznych czy finansów na szkolne boiska. Kolejni szefowie MEN nie dbają o dobro polskiej oświaty, tylko o rozgłos swojego nazwiska w mediach. A przecież najlepszym przepisem na uwagę gazet są kontrowersyjne i częste reformy, których szkodliwość wychodzi dopiero po paru latach. Kiedy mury szkoły opuszczą roczniki objęte nową listą lektur, na nadrobienie zaległości będzie już niestety za późno. I tu przychodzi na myśl inny słynny cytat: „Miałeś chamie złoty róg…”